sobota, 24 kwietnia 2010

Potrzeba serca

Mam potrzebę pisania. O czym? O temacie, z którego wszyscy się już wycofują. Ciężko będzie coś napisać, bo tyle różnych słów pada na język i palce...

Chodzi o Smoleńsk. Właściwie to nie. Chodzi i tragedię i żałobę.

Więc żeby było po kolei, to zacznę od środka. W ostatnim czasie, kiedy przeglądałem internet, różne blogi itp., to momentami krew się we mnie burzyła i chciałem pisać, tłumaczyć, kłócić się. Zawsze jednak stwierdzałem "po co?" i zamykałem stronę w przeglądarce. Teraz chcę powiedzieć coś od siebie.

Ja na żałobę nie miałem czasu. 10 kwietnia informacja jeszcze do mnie nie dotarła, 11 spędziłem na nauce, by zdać w klasie maturalnej, od poniedziałku 12 kwietnia była szkoła-służba-nauka-szkoła i tak dalej. Zabiegany, zalatany. Rozbiegany między obowiązkami cywilnymi i harcerskimi nie miałem czasu na chwilę zadumy. Zawsze się coś działo.
W tym miejscu chciałem wyrazić mój podziw dla harcerzy i moje mieszane uczucia wobec "Strzelca". Harcerze przybywali pod pałac przede wszystkim z potrzeby serca. Była tam kupa młokosów, przychodzili po szkole lub zwolnieni ze szkoły. Byli też oczywiście dorośli, niektórzy zwalniali się z pracy. Nie było obijaczy, wszyscy pracowali po kilka, kilkanaście, w hardcorowych przypadkach nawet kilkadziesiąt godzin. I wykonali kawał świetnej roboty. I nie wychwalam tu mojego kochanego ZHRu, w tamtym czasie podział nie był zauważalny. Zresztą na dobrą sprawę to z naszego punktu widzenia nigdy nie jest. To cywile raczej twierdzą, że się kłócimy, wyzywamy itp.
Co do strzelca, u nich wszystko było bardziej w strukturze. Zarzut jaki mam wobec niektórych, to chamstwo. Ale poznałem też sporo naprawdę fajnych strzelców.
I na dobrą sprawę przez tydzień pod pałacem właściwie tylko harcerze i strzelcy utrzymywali wszystko razem. Miasto (urzędy, struktury - nie ludzie) się nie popisało (w Krakowie zresztą też) i na to jestem zły.

Dzisiaj wziąłem sobie do ręki nowy numer diecezjalnej gazety "Idziemy" i czytając artykuły dopiero odczułem żałobę. Czy to źle? Nie. Co mogliby zdziałać rozpłakani harcerze? Nic. Do mnie to wszystko dotarło dopiero po czasie i tyle. Teraz mam trochę czasu na zadumę.

Na polityczne tematy nie mam zamiaru się wypowiadać bo i po co? Ludzie, którzy burzyli tamten czas politycznymi zabawami powinni się wstydzić. Tylko jeszcze jedna dygresja:
Któregoś dnia służby, kiedy dopiero szedłem pod pałac, przechodziłem obok starszego pana, który siedząc na ławce rozmawiał przez telefon. "Ja to się tylko zastanawiam, czy teraz to się cokolwiek zmieni..." mówił. Mój ojciec stwierdził, że skoro śmierć Chrystusa nie zmieniła świata, to ta też nie zmieni. Ale sęk w tym, że śmierć Chrystusa zmieniła świat. I ta też zmieniła. Część ludzi pomyślało. Mam nadzieję, że tak im zostanie. Amen

Po smoleńskiej tragedii
Stoi naród zdziwiony
Ktoś mi mówi, że zasmucony

Biegną ludzie zieloni
Biegną w tę i z powrotem
Dokąd ludzie biegniecie?
By nieść ludziom pomoc

Naród stoi lub idzie
Tylko o dwa kroki
I znów stoi i czeka
Coraz bardziej wzburzony

Abyśmy byli jedno
I jedno Naród jest!
Więc Naród stoi lub idzie
Tylko o dwa kroki


- Autorstwo moje

P.S. wyrażam podziw dla ludzi którzy stali w tej kolejce od 6 do 16 godzin. Ja, mimo że cały czas pracowałem, to nie mógłbym tak stać. I, chociaż w każdej chwili mogłem służbowo pójść do zmarłych, nie poszedłem. Nie miałem takiej potrzeby. Ludzie tam poszli, bo chcieli coś zrobić, służyć, a mogli tylko tyle. Ja służyłem cały czas.

1 komentarz:

Eliasz pisze...

Trafny wpis. Co do żałoby to też miałem takie odczucia. Dopiero po tygodniu jak usiadłem na spokojnie to dotarło do mnie co tak naprawdę zaszło -i chwyciło za gardło coś w końcu. A co do współpracy z innymi organizacjami -mimo sporych różnic jakoś się razem udało bez większych zgrzytów. Co do organizacji harcerskich mogę nawet powiedzieć, że było sympatycznie.